I drugi fragment powieści (na razie ostatni) ;)

Fragment ważny dla mnie, ponieważ pisałam go nocą podczas dyżuru, takie ukradzione minuty. Przedstawia te emocje w książce, które były moje, a które przypisałam potem wymyślonym bohaterom. Ci, którzy czytali, pewnie poznają, o kim tu mowa i co się potem stało. 😉

“Nie, umrzeć nie jest łatwo. Nie tak, żeby pójść i palnąć sobie w łeb. Tylko usiąść w czarnym, skórzanym fotelu w gabinecie lekarskim, oprzeć głowę o chłodny zagłówek, zamknąć pełne piasku oczy, no bo przecież nie pełne łez, i po prostu przestać oddychać. Czuć, jak zapada się klatka piersiowa, jak mroczki wirują przed oczami, jak robi się słabo. Na początku organizm chce krzyczeć, ale umysł nie ma już siły i ten ogłupiały bezwład udziela się wydłużonym komórkom mięśni. Nic się nie dzieje. Nic. I w końcu z beztlenu zatrzymuje się serce.
Gabinet zamknięty jest na klucz od środka, w końcu dyżurny musi mieć warunki do pracy. Nikogo już nie ma, wszyscy świętują piątkowy wieczór w towarzystwie rodzin, dzieci, znajomych, wina i wódki. Wymazują dyżurnego z myśli, więc i dyżurny wymazuje się sam. Krótka chwila upadku i zgon.
Ciało znajdą rano, początkowo z lekkim zainteresowaniem, przecież może tylko omdlał, potem z przerażeniem. Nie, nie będzie to przerażenie na widok trupa, bo do tego już lekarze przywykli. Będzie to przerażenie, że dyżurny mógł w tak bezczelny sposób opuścić oddział w trakcie swojej zmiany. Opuścił stanowisko pracy. Nagana.
Potem będzie pewnie policja, a nawet sekcja zwłok. Może znajdą jakiś ukryty nowotwór, może będzie to udar mózgu albo krwawienie z wrzodu żołądka. Ale zapewne nie znajdą nic, bo cóż można znaleźć, jeśli zabija nas Nic?”

Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *